44
Meritum 2 ( 81 ) 2026 Mazowiecki Kwartalnik Edukacyjny
EWA DROBEK
MY MAGICAL DUST – KIEDY SZKOŁA ZWALNIA
LEKCJA EMPATII
Jednym z najbardziej poruszających doświadczeń w mojej pracy była historia uczennicy ze Stanów Zjednoczonych, która ciężko zachorowała. Moi ucz- niowie nigdy jej nie poznali. Nigdy z nią nie rozma- wiali. Nigdy nie siedzieli obok niej w klasie. Dzielił ich ocean. A jednak pewnego dnia zaczęli do niej pisać listy. Pamiętam ich skupienie. Pamiętam rozmowy o tym, co można napisać człowiekowi, który walczy o życie. Jak znaleźć słowa, które będą prawdziwe. Jak dać komuś nadzieję, nie udając, że wszystko bę- dzie dobrze. To była jedna z najważniejszych lekcji empatii, jakie przeprowadziliśmy. Nie w sali lekcyjnej. Nie z podręcznikiem. Ale poprzez zwykły ludzki gest. Po pewnym czasie otrzymaliśmy wiadomość od mamy dziewczynki. Okazało się, że zachowa- ła wszystkie listy. Stworzyła z nich albumy, które zostały z rodziną na zawsze. Napisała również, że nie mogła uwierzyć, iż uczniowie z odległej szko- ły w Polsce tak bardzo zainteresowali się losem jej córki. Długo myślałam o tych słowach. Bo właśnie wtedy po raz kolejny zrozumiałam coś niezwy- kle ważnego. Edukacja nie zaczyna się od wiedzy. Edukacja zaczyna się od człowieka. Jeżeli młody człowiek nauczy się dostrzegać drugiego człowieka, współodczuwać, pomagać i reagować na cierpienie innych, to później nauczy się również matematyki, języków obcych czy historii. Jeżeli jednak zabrak- nie empatii, wszystkie pozostałe osiągnięcia tracą znaczenie. Dlatego wierzę, że szkoła powinna być miejscem, w którym uczymy nie tylko myślenia, ale także wrażliwości. Bo właśnie z tej wrażliwości rodzi się wspólnota. A wspólnota, niezależnie od czasów, technologii i zmian społecznych, pozostaje najwięk- szą siłą edukacji. Patrząc dziś na wszystkie te projekty – „Żmi- chowska śpiewa”, „Łazika Teatralnego”, klasy tea- tralne i architektoniczne, projekty międzynarodo- we, działania związane ze zdrowiem psychicznym, budowaniem empatii czy rozwijaniem talentów młodych ludzi – widzę jedną wspólną nić. Nigdy nie chodziło o same projekty. Chodziło o ludzi. Były przecież także dziesiątki innych inicjatyw, o których
Żyjemy w świecie, który nieustannie przyspiesza. Dzieci słyszą od najmłodszych lat, że powinny być najlepsze. Rodzice słyszą, że muszą zapewnić swo- im dzieciom sukces. Nauczyciele słyszą, że mu- szą realizować kolejne cele, programy i podstawy. A gdzie w tym wszystkim miejsce na człowieka? To pytanie towarzyszyło mi, kiedy realizowaliśmy międzynarodowy projekt „My Magical Dust”. Pro- gram trwał cztery tygodnie i był poświęcony temu, o czym w szkole mówi się zdecydowanie za rzadko: dobrostanowi psychicznemu, równowadze i budo- waniu zdrowej relacji z samym sobą. Pamiętam, że wielu uczniów początkowo było zaskoczonych. Jak to? Przez kilka tygodni mamy zastanawiać się nad własnym samopoczuciem? Nad tym, co daje nam energię? Nad tym, jak odpoczywamy? Dla części z nich było to wręcz odkrycie. Jeszcze bardziej za- skoczyła mnie reakcja rodziców. Od początku wiedziałam, że nie chcę realizo- wać tego projektu wyłącznie z uczniami. Zaprosi- łam do niego całe rodziny. Rozmawialiśmy o presji, o oczekiwaniach, o potrzebie odpoczynku i o tym, że człowiek nie jest sumą swoich ocen szkolnych. Po zakończeniu projektu wielu rodziców mówiło mi, że zaczęło inaczej patrzeć na swoje dzieci. Nie przez pryzmat wyników, świadectw i rankingów, ale przez pryzmat ich potrzeb, emocji i mocnych stron. To były rozmowy, które zostają w pamięci na długo. Bo prawda jest taka, że w mojej szkole od dawna najważniejsze nie są oceny. Oceny są informacją. Kompetencje zostają na całe życie. Znacznie bar- dziej interesuje mnie, czy młody człowiek potrafi współpracować, rozwiązywać problemy, komuni- kować się z innymi, być kreatywny i empatyczny. To właśnie te umiejętności będą mu potrzebne, nieza- leżnie od tego, jaki zawód wybierze. I to się udało dzięki temu międzynarodowemu projektowi.
Made with FlippingBook - Online Brochure Maker